Wolnossące 718, Carrera T z manualem i 911 GT3 RS na limicie.

Wolnossące 718, Carrera T z manualem i 911 GT3 RS na limicie.

Programy Porsche Experience nie są mi obce. Miałem okazję brać udział w różnych edycjach — zarówno w Polsce, jak i za granicą — i wiem, czego można się po nich spodziewać: perfekcyjnej organizacji, świetnych instruktorów i samochodów, które same w sobie są spełnieniem marzeń. A jednak tegoroczna edycja na Silesia Ring była inna niż wszystkie dotychczasowe. Wyjątkowa. I bardzo możliwe, że… jedna z ostatnich takich.

Dlaczego? Bo rzadko kiedy w jednym miejscu i w jednym dniu można było doświadczyć tak szerokiego przekroju najbardziej purystycznych modeli Porsche — od wolnossącego 911 GT3 RS, przez ekstremalne 718 Spyder RS i Cayman GT4 RS, aż po coś, co dziś staje się niemal egzotyką: nową 911 Carrerę T z manualną skrzynią biegów. To było prawdziwe święto jazdy — tej analogowej, angażującej i dającej ogromną radość.

Tor Silesia Ring w Kamieniu Śląskim po raz kolejny udowodnił, że jest miejscem stworzonym do odkrywania granic samochodu i kierowcy. Szybkie łuki, techniczne sekwencje zakrętów i długa prosta pozwalają nie tylko „poczuć moc”, ale przede wszystkim zrozumieć balans, precyzję i charakter poszczególnych modeli.

Porsche Experience to jednak nie tylko jazda po nitce toru. To kompleksowy program, w którym każdy element — od briefingów, przez ćwiczenia techniczne, aż po jazdy z instruktorem — buduje świadomość kierowcy. Niezależnie od tego, czy wsiadasz do auta pierwszy raz, czy masz już torowe doświadczenie, każda sesja daje realną wartość i kolejne momenty, które zostają w głowie na długo.

Czysta technika, zero kompromisów.
Jazda 911 GT3 RS to doświadczenie niemal laboratoryjne. Wolnossący silnik kręcący się wysoko, brutalna aerodynamika i zawieszenie, które komunikuje absolutnie wszystko. To auto wymaga skupienia i szacunku — nagradza precyzję, ale nie wybacza chaosu. Każde okrążenie jest intensywne, a prędkość narasta szybciej, niż zdążysz ją przetworzyć.

Podobne emocje — choć w nieco innym stylu — oferują 718 Spyder RS i Cayman GT4 RS. Centralnie umieszczony silnik, niesamowita reakcja na gaz i dźwięk, który wdziera się do kabiny bez filtrów. To auta stworzone po to, by jeździć, a nie tylko wyglądać. Surowe, głośne i bezkompromisowe.

I właśnie na tle tych wolnossących modeli szczególnie ciekawie wybrzmiała… 911 Carrera T.

Touring, czyli przyjemność.
911 Carrera T nie próbuje być najszybsza ani najbardziej agresywna. Jej siłą jest coś zupełnie innego — zaangażowanie kierowcy. Manualna skrzynia biegów w nowej 911 to dziś rzadkość, a tutaj jest ona sercem całego doświadczenia. Każda zmiana biegu wymaga decyzji. Każda redukcja przed zakrętem to świadomy ruch. Nie ma trybu „zrób to za mnie” – chociaż jest wspomaganie systemem Auto Blip podbijającym obroty przy redukcji biegu. Jest za to ogromna satysfakcja, gdy wszystko zagra — gdy obroty idealnie się spotkają, a auto płynnie wystrzeli z zakrętu.

Pod maską pracuje trzylitrowy, sześciocylindrowy silnik typu boxer z podwójnym doładowaniem, oferujący blisko 385 KM i 485 Nm momentu obrotowego — więcej niż wystarczająco, by na torze poczuć prawdziwą dynamikę, ale bez przytłaczania kierowcy. Kluczowe jest jednak coś innego: sześciobiegowa manualna skrzynia – inna niż w modelach GT, ale też nie 7-biegowa znana ze starszych modeli. Do tego obniżone sportowe zawieszenie i odchudzona konfiguracja sprawiają, że auto reaguje natychmiast i bardzo naturalnie. Carrera T jest szybka — przyspiesza do 100 km/h w około 4,5 sekundy i osiąga prawie 300 km/h — ale jej prawdziwą siłą jest precyzja, balans i komunikatywność.

Na torze Silesia Ring Carrera T pokazuje, że radość z jazdy nie zawsze mierzy się czasem okrążenia. Czasem mierzy się uśmiechem, który nie znika nawet po zdjęciu kasku. To samochód, który nie przytłacza, nie dominuje — tylko zaprasza do współpracy. Jazda nim sprawiła mi ogromną satysfakcję. Jedyne czego zabrakło, to żeby silnik kręcił się tak do 8 tysięcy obrotów. W świecie coraz bardziej zautomatyzowanych sportowych aut, 911 Carrera T jest jak przypomnienie, dlaczego w ogóle zakochaliśmy się w prowadzeniu. 

Wszechstronność poddana próbie
Dopełnieniem całego dnia było doświadczenie z różnymi wersjami Porsche Cayenne – od bazowej po Turbo z pakietem GT, które pokazały zupełnie inne, ale równie imponujące oblicze marki. Jazda po torze asfaltowym uświadamiała, jak bardzo sportowy charakter można dziś zamknąć w dużym, komfortowym SUV-ie — precyzja prowadzenia, stabilność przy wysokich prędkościach i łatwość zmiany kierunku potrafiły zaskoczyć nawet po przesiadce z 911 – choć oczywiście nie jest ta sama perspektywa. Jeszcze większe wrażenie zrobił jednak tor terenowy, gdzie Cayenne bez wysiłku radziło sobie z nierównościami, stromymi podjazdami i brodzeniem w wodzie oraz naprawdę wymagającymi trapezami. To doświadczenie świetnie pokazało, jak szerokie kompetencje ma dziś Porsche — od purystycznych, analogowych sportowych aut po wszechstronne samochody, które równie dobrze czują się na torze, w terenie i w codziennym użytkowaniu. Do tego także samochody elektryczne – bo oczywiście próby startu z procedury w Taycanie Turbo czy slalom w Macanie Turbo ze skrętną tylną osią, też nie leżą daleko od emocji na torze. Ten kontrast tylko wzmocnił wyjątkowość całego wydarzenia.

Jednak w tym dniu najważniejszy był ten moment refleksji: że takie konfiguracje samochodów mogą wkrótce zniknąć. Wolnossące silniki. Manualne skrzynie. Modele, które powstają głównie po to, by dawać frajdę z jazdy, a nie wypełniać tabelki o emisji. Pewne jest to, że odchodzą. Czy bezpowrotnie? Tego nie da się przesądzić, ale na kolejne możemy poczekać nawet dekady.

Porsche Experience na torze Silesia Ring było czymś więcej niż kolejnym eventem. Było celebracją czystej motoryzacji — tej, która angażuje zmysły, ręce i głowę. Możliwość jazdy tak różnymi, a jednocześnie tak charakterystycznymi modelami w jednym dniu to przywilej, który nie zdarza się często. Tym bardziej cieszę się, że mogłem tam być. Bo takie dni zostają w pamięci na długo — dokładnie tak, jak powinno być z prawdziwą radością z jazdy.

Lekcja 1: gaz do dechy, czyli 50 lat Porsche Experience

Lekcja 1: gaz do dechy, czyli 50 lat Porsche Experience

Jak co roku, jesienią startuje kolejna edycja Porsche Experience na śląskim torze Silesiaring. Szkolenia dla właścicieli i entuzjastów marki także w naszym kraju stały się absolutnym hitem, a miejsca na treningi schodzą równie szybko co zamówienia na 911 Dakar. Ale mało kto wie, że historia tego programu ma już 50 lat. I tak, jest bezpośrednio związana z drugimi urodzinami w świecie marki, o których pewnie już słyszeliście – urodzinami Turbo.

Doskonale wiecie, że nasze ukochane auta z Zuffenhausen są niezwykle uniwersalne. Nawet Cayenne można czerpać frajdę z jazdy po zakrętach, a GT3 bez problemu skoczyć po bułki. Miasto, trasa, alpejskie przełęcze. Stare czy nowe, magia pozostaje bez zmian. Ale dopiero dotarcie do granic ich możliwości, albo może raczej odkrycie drogi, która do tych granic dociera, pozwoli docenić inżynieryjny kunszt. Dokładnie z tego założenia wyszli Fritz Huschke von Hanstein, dyrektor wyścigowi i szef biura prasowego, oraz Herbert Linge, kierowca rozwojowy i menadżer operacyjny w Weissach. Wspólnymi siłami 8 kwietnia 1954 roku zorganizowali oficjalne szkolenie dla kierowców Porsche w szwajcarskim Lugano. Szybkie obliczenia pozwolą Wam dojść do wniosku, że średnio u mnie z matematyką, ale to był dopiero początek. Projekt ledwie zaczął kiełkować.

Najważniejszym rynkiem dla niemieckiego producenta były wówczas Stany Zjednoczone. „80 procent uczestników to przeciętni amerykańscy kierowcy przyzwyczajeni do ogromnych silników i automatycznych skrzyń biegów. Nasze delikatne, sportowe samochody z manualną skrzynią biegów, sprzęgłem i stosunkowo wysoko rozwiniętymi silnikami były dla nich zupełnie nowym terytorium” – relacjonował Linge. Tam koncepcja szkoleń była niczym garnuszek ze złotem na końcu tęczy. Uczestnicy byli zachwyceni, a co za tym idzie – sprzedawcy również.

Jednak o ile w latach 60. popyt na torowe eventy dla przedstawicieli rozwijającej się sieci dealerów oraz mediów i członków Porsche Clubs był w pełni zaspokojny, o tyle wydarzenia tego typu dla zwykłych klientów – obecnych i potencjalnych, wciąż należały do rzadkości, mimo dotychczasowych sukcesów. A przecież potencjał był ogromny, nie tylko w kwestii sprzedaży, ale także badania rynku i potrzeb odbiorców. Podejście zmieniło się w 1974 roku wraz z nadejściem 911 Turbo.

Nagły, brutalny zastrzyk mocy, jaki dostarczała turbosprężarka w 930 sprawił, że gdzieś na szczycie zapadła decyzja o potrzebie uczenia kierowców, jak bezpiecznie z niej korzystać. Samochód, którego również obchodzimy w tym roku głośne 50-lecie dał początek „Porsche Sportfahrschule” (z niem. szkole sportowej jazdy). Przy wsparciu kierowców rozwojowych, wyścigowych oraz inżynierów, klienci mieli okazję zgłębić prawidłową technikę jazdy mocnym, tylnonapędowym autem z silnikiem z tyłu. Pierwsze cztery treningi odbyły się na torach w Niemczech, Belgii i Francji, a ich schemat pozostaje niezmieniony po dziś dzień: zaczyna się od zapoznania z nitką toru, linią wyścigową i punktami hamowania, następnie co-drive z instruktorami, praktyka za kierownicą oraz późniejsza analiza swoich poczynań.

Kursy zyskały na popularności, „szkoła” zawitała na tory całego świata. Na biurko Claudii Schäffner, jedynej osoby zarządzającej tym projektem, zaczęło spływać tysiąc zgłoszeń rocznie. Trudno się dziwić, bowiem od samego początku była to sytuacja typu win-win. Klienci zyskiwali wiedzę i możliwość wyszalenia się na torze, własnym lub pożyczonym autem. Dla Porsche była to doskonała okazja do podbijania sprzedaży (emocje robiły swoje, nie ma się co oszukiwać), ale także do zdobywania wiedzy o klientach i ich upodobaniach. Popyt dalej wzrastał. Rozwinęła się siatka licencjonowanych instruktorów oraz… osobna linia gadżetów dla uczestników. Papierowe kubki na torach zastąpiły porcelanowe z wizerunkami aut i szybko stały się kolekcjonerskim kąskiem.

W 1986 roku ruszył kurs skierowany wyłącznie do kobiet, w 1990 edycja zimowa. Trzy lata później do grona szkoleniowców dołączyła prawdziwa gwiazda – Walter Röhrl. „Program idealnie skrojony pod kątem właściwości jezdnych, praktyki, oraz technologii, sprawił, że uczestnicy stawali się jeszcze bardziej lojalni wobec marki” – mówi kierowca, wspominając swój debiut na Mugello. Z czasem eventy Sportfahrschule zaczęły zyskiwać dodatkowe atrakcje: w 1996 roku uczestnicy kursu na kole podbiegunowym mieli okazję przejechać się skuterami śnieżnymi, zanurzyć w mroźnym Bałtyku u wybrzeży Finlandii i przetestować zupełnie nową Carrerę 4. Na włoskim torze Imola, kierowca testowy Bob Wollek oferował przejazdy na fotelu pasażera w 911 GT1, z kolei we Francji uczestnikom podstawione zostały także bolidy Formuły 3, a wkrótce po premierze Cayenne w ofercie pojawiły się kursy offroadowe.

Z małego projektu rozwinął się cały dział Porsche Track Experience, który nie zwalnia tempa, stale serwując uczestnikom nowe doświadczenia. W 2018 roku program zawitał także do Polski i bez cienia wątpliwości (i nie jest to reklama!) serdecznie zachęcamy każdego do wzięcia udziału. To nie tylko mnóstwo dobrej zabawy, ale umiejętności nabyte na torze naprawdę mogą się później przydać w różnego rodzaju sytuacjach na drodze. Do wyboru jest kilka różnych poziomów, w zależności od posiadanego doświadczenia. Dość rzec, że można nawet ukończyć kurs pozwalający wyrobić licencję wyścigową. Chcemy Was tylko uprzedzić o jednym, czego nie powie żaden instruktor czy przedstawiciel – musicie uważać, bo to wciąga!

Raducanu i Webber na torze Silverstone

Raducanu i Webber na torze Silverstone

Od trawiastych kortów Wimbledonu po tor wyścigowy w Silverstone: Emma Raducanu, gwiazda tenisa i ambasadorka marki Porsche, przed wyjazdem na turnieje w USA celebrowała swoje zamiłowanie do Porsche oraz sportu motorowego w lokalnym Porsche Experience Center. Emma Raducanu i Mark Webber w Porsche 911 Carrera S jeździła na torze Silverstone razem z Markiem Webberem.

19-letnia Brytyjka odniosła sensacyjne zwycięstwo w zeszłorocznym US Open i została pierwszą w historii zawodniczką, która triumfowała w turnieju wielkoszlemowym po wygraniu kwalifikacji. Prywatnie od dzieciństwa fascynuje się sportem motorowym i jest wielbicielką samochodów Porsche. W marcu 2022 r. została ambasadorką marki sportowych aut ze Stuttgartu-Zuffenhausen, a wkrótce po występie na Porsche Tennis Grand Prix udała się na majowy wyścig Porsche Carrera Cup na brytyjskim torze Brands Hatch. Miała tam okazję poznać kierowców i inżynierów, którzy przybliżyli jej konstrukcję i techniczne tajniki samochodów 911 GT3 Cup startujących w popularnym pucharze markowym Porsche.

Podczas odwiedzin Porsche Experience Center w Silverstone, znajdującym się obok słynnego na całym świecie toru Grand Prix, Emma Raducanu spełniła kolejne ze swoich największych marzeń. Doświadczenie, jakie płynie z konieczności szybkiego „przełączania się” pomiędzy różnymi nawierzchniami podczas WTA Tour, ułatwiło zwyciężczyni wielkoszlemowego turnieju przystosowanie się do zmieniającej się przyczepności specjalistycznych sekcji Porsche Experience Center za kierownicą 911 Carrera S. Wskazówki i rady profesjonalnego szkoleniowca Porsche pomogły jej poznać dynamiczne możliwości 450-konnego samochodu sportowego na mokrej i suchej nawierzchni. W ramach treningu Emma Raducanu mogła nawet przetestować swoje reakcje na specjalnych nawierzchniach symulujących jazdę po lodzie i śniegu.

„To była świetna zabawa i myślę, że ten tor jest naprawdę fajny. Oczywiście osiągi 911 są piorunujące, ale oddawanie mocy następuje progresywnie, więc mogłam szybko zgromadzić odpowiednią pewność siebie za kierownicą. Na kolejnych okrążeniach zaczęłam bardziej przewidywać reakcje samochodu i złapałam dobry rytm” – powiedziała Emma Raducanu. „To jest jak granie w tenisa: nauka, gdzie można »docisnąć« i jak pracować z samochodem, aby uzyskać najlepsze wyniki. Mój instruktor Graham udzielił mi wielu dobrych rad. Wiele się nauczyłam i już nie mogę się doczekać powrotu na tor”.

Kolejną atrakcją tego dnia była możliwość wspólnego pokonania kilku okrążeń z innym ambasadorem marki Porsche, Markiem Webberem. Najpierw Emma Raducanu zasiadła na fotelu pasażera, a 911 poprowadził zwycięzca Długodystansowych Mistrzostw Świata z 2015 r. i dziewięciokrotny triumfator GP. Później sportowcy zamienili się miejscami, a tenisistka miała okazję zebrać informacje zwrotne na temat swojego stylu jazdy.

„Poznałem wielu czołowych sportowców, a ich koncentracja i determinacja, aby dawać z siebie jak najwięcej, zawsze były na najwyższym poziomie” – powiedział później Mark Webber. „Te cechy wyraźnie widziałem także u Emmy, gdy jeździliśmy razem 911. Miała to samo zacięcie, które widać na korcie!”. Spotkanie było wyjątkowe również dla Emmy Raducanu: „Wspaniale było poznać Marka, dowiedzieć się więcej zarówno na temat jego zwycięstw z Porsche, jak i zaangażowania w dbanie o własną kondycję” – skomentowała tenisistka. „I już nie mogę się doczekać powtórki!”.

Program, z którego Emma Raducanu skorzystała w Silverstone, przysługuje wszystkim nabywcom nowego Porsche w Wielkiej Brytanii. Każde z dziewięciu centrów Porsche Experience Center na świecie oferuje szereg kursów dla każdego, kto chce dalej rozwijać swoje umiejętności za kierownicą pod okiem doświadczonych instruktorów Porsche.

W ramach przygotowań do US Open Emma Raducanu bierze udział w Western & Southern Open w Cincinnati (13-21 sierpnia 2022 r.). Porsche jest oficjalnym samochodowym partnerem tej prestiżowej imprezy WTA1000.