Porsche 911 Spirit 70. Powrót do czasów wolności.
Są takie samochody, nawet wśród modeli Porsche, którymi jeździłem, doświadczałem, ale po kilku dniach oddawałem i wraz z upływającym czasem wrażenia zacierały się w pamięci. Są jednak takie, które zostają w myślach na dłużej — nie dlatego, że są najszybsze czy najbardziej zaawansowane, tylko dlatego, że coś w nich „klika” na zupełnie innym poziomie. Dla mnie takim autem okazało się Porsche 911 Spirit 70.
Już zanim ruszysz, wiesz, że to nie jest zwykłe 911. Owszem, baza jest doskonale znana — nowe Porsche 911 Carrera GTS — ale tutaj wszystko zostało opowiedziane na nowo. Porsche nie próbuje odtworzyć przeszłości jeden do jednego. Zamiast tego wzięło klimat lat 70. i przefiltrowało nim dzisiejszą technologię, tworząc coś, co jest jednocześnie znane i całkowicie świeże.
Na początek muszę zaznaczyć, że nie jestem miłośnikiem 911 w wersji ze składanym dachem. Jednak na żywo ten samochód robi dużo większe wrażenie niż na zdjęciach. Kolor Olive Neo ma w sobie coś, co trudno uchwycić aparatem — w zależności od światła potrafi być stonowany albo wręcz hipnotyzujący. Na zdjęciach potrafi być nieokreślony, nieco zgniły, ale na żywo wszystko gra idealnie. Do tego dochodzą detale w kolorze, który przywodzi na myśl brąz, klasyczne inspiracje felgami Fuchs i choć złote to skromne oznaczenia, które dla kogoś, kto zna historię marki, są jak symbole. To nie jest krzykliwa stylizacja. Bije z niej po prostu pewność siebie osoby, która zdecydowała się na taki wybór.
Najbardziej urzekło mnie jednak wnętrze. Na stories wspominałem, że trudno od niego oderwać wzrok i dokładnie tak jest. Wzór Pasha, który mógłby być tylko ciekawostką z klasycznych 928 i G Modeli, tutaj staje się punktem wyjścia do stworzenia czegoś nowego. Ale nie ma w tym ani grama przesady. Reinterpretowana kolorystycznie klasyczna tapicerka nadała wnętrzu świeżości. Pojawiła się na siedziskach, tylnych panelach oparć, tylnych siedziskach oraz boczkach drzwi. Standard prawda? Do tego Porsche jednak dodało coś od siebie – obszytą nią na całej długości listwę na desce rozdzielczej. I to przyprawione tabliczką znamionową robi fantastyczne wrażenie.
Cała ta nostalgiczna otoczka mogłaby sugerować, że to auto gra głównie na emocjach wizualnych. Nic bardziej mylnego. Pod spodem pracuje nowoczesny układ napędowy znany z GTS-a, czyli wzbogacony o technologię T-Hybrid. I czuć to od pierwszego dotknięcia gazu. Mechaniczny dźwięk tej jednostki, reakcja na gaz, fenomenalna jak na tylny napęd trakcją, a sposób, w jaki auto buduje prędkość, sprawia, że bardzo szybko przestajesz analizować liczby i skupiasz się na wrażeniach. Dla formalności – auto ma 541 KM i do 100 km/h przyspiesza w 3,1 sekundy. Zegary, które wskazują prędkość i obroty silnika są oczywiście elektroniczne, ale ich wygląd wyraźnie nawiązuje do tzw. „zielonych” tarcz znanych z 356 i 911 z początków produkcji.
To właśnie tutaj Spirit 70 robi największe wrażenie — w połączeniu dwóch światów, które teoretycznie nie powinny do siebie pasować. Z jednej strony masz design i detale zakorzenione w przeszłości, z drugiej osiągi i technologię, które są absolutnie współczesne. I co najważniejsze — jedno nie psuje drugiego.Podczas jazdy cały czas masz z tyłu głowy, że to coś więcej niż kolejna konfiguracja 911.
Powstanie tylko 1500 egzemplarzy, każdy z nich z własną historią do opowiedzenia już na starcie, bo tego modelu nie kupi nikt przypadkiem. Porsche od kilku lat buduje swoją linię Heritage Design i widać, że robi to coraz odważniej — ale też coraz bardziej świadomie. To nie są auta dla wszystkich i to chyba dobrze.
To jest samochód, który bardziej się przeżywa niż testuje. I im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonany, że to najlepsze podsumowanie. Bo możesz rozłożyć go na czynniki pierwsze, możesz analizować dane techniczne, możesz porównywać go z innymi wersjami 911 — tylko że to wszystko trochę mija się z celem. Bo Spirit 70 oceniasz za detale – za zakup 8 kg złota przez Porsche żeby pokryć nim wszystkie znaczki do 1500 egzemplarzy. Za przywrócenie detalu na masce, który można było dodawać do specyfikacji 911 w latach 70. Za vibe, który zostaje po jeździe nim w słoneczny dzień. Spirit 70 nie powstał po to, żeby wygrać w tabelce. Powstał po to, żeby przypomnieć, dlaczego w ogóle interesujemy się motoryzacją w czasach ograniczeń, norm i kupowania emisji. I dokładnie to robi, przy okazji pokazując jak ważna dla marki jest indywidualizacja i tworzenie wersji specjalnych. To jedna z najciekawszych w ostatnich latach, bo niespodziewana i nieoczywista. Czekamy na więcej.
fot. Piotr Kaczor




















