Sezon na Cayenne

Sezon na Cayenne

Są samochody, które wpisują się w sezon tylko na chwilę — zbyt krzykliwe, za głośne, nieeleganckie. Są też takie, które sezonu nie potrzebują, bo tworzą go same. Nowe Porsche Cayenne to właśnie takie auto. Uniwersalne w najlepszym znaczeniu tego słowa, łączące codzienny komfort, sportowe emocje i możliwości dopasowania się do każdej sytuacji.
Materiał powstał przy współpracy z Porsche Centrum Warszawa Okęcie
Już na pierwszy rzut oka widać, że Cayenne to SUV z ambicjami większymi niż tylko wożenie pasażerów z punktu A do B. Dynamiczna sylwetka, dopracowane proporcje i charakterystyczne akcenty stylistyczne zdradzają, że mamy do czynienia z Porsche w czystej postaci. W nowej generacji pojawiły się jeszcze bardziej wyraziste linie, ciemne wkłady reflektorów i tylne światła o charakterystycznym kształcie, a w sportowych wersjach — pakiet Sport Design z czarnymi detalami i na przykład 21-calowymi felgami RS Spyder w antracytowym wykończeniu. To auto, które w mieście przyciąga spojrzenia, a w trasie zapewnia odpowiednią dynamikę. W wersjach hybrydowych jest też bardziej przyjazne środowisku i daje poczucie generowanego spokoju.
Cayenne to nie tylko wygląd. Wnętrze jest zaprojektowane tak, by codzienna jazda stała się czymś więcej niż obowiązkiem. Miękkie materiały, połączenie skóry i Race-Tex, sportowe fotele i na przykład podgrzewana kierownica GT Sport sprawiają, że każda podróż nabiera przyjemnego klimatu. W zależności od chęci można je też bardzo mocno spersonalizować opcjami Porsche Exclusive Manufaktur. Ambientowe oświetlenie w standardzie pozwala dopasować atmosferę kabiny do nastroju. Zaawansowany system filtracji powietrza dba o to, by nawet w centrum miasta oddychać świeżym powietrzem.
Technologia w Cayenne pracuje w tle, dyskretnie, ale skutecznie. Widok otoczenia w 360 stopniach z aktywnym wsparciem parkowania sprawia, że ciasne uliczki przestają być wyzwaniem. Reflektory HD-Matrix LED inteligentnie dopasowują snop światła do warunków, a systemy zawieszenia — od adaptacyjnych amortyzatorów po aktywną stabilizację przechyłów — gwarantują, że samochód prowadzi się pewnie zarówno na autostradzie, jak i na krętej górskiej drodze.
A jeśli mowa o emocjach, to takie w najczystszej postaci generują wersje GTS i Turbo E-Hybrid z pakietem GT. W GTS pod maską pracuje podwójnie doładowane V8 o mocy 500 KM, które pozwala osiągnąć 100 km/h w nieco poniżej pięciu sekund. Brzmi tak, jak wygląda — rasowo i bezkompromisowo. Mimo tego Cayenne nie traci swojej praktycznej natury: wciąż jest przestronnym, komfortowym SUV-em, w którym można wygodnie podróżować całą rodziną. Turbo E-Hybrid — najmocniejszy w gamie — łączy ekstremalne osiągi, bo dysponuje mocą 739 KM i do setki przyspiesza poniżej 4 sekund, z możliwością jazdy w trybie elektrycznym. Hybryda spełnia tu więc dwa zadania.
To właśnie ta podwójna osobowość sprawia, że Cayenne można nazwać samochodem „do wszystkiego”. Z równą swobodą wpasuje się w rytm codziennej jazdy po mieście, jak i w spontaniczny wypad w góry czy nad morze. Relingi, elektrycznie wysuwany hak i akcesoria z katalogu Porsche Tequipment pozwalają na dopasowanie samochodu do Twoich indywidualnych potrzeb i wykorzystanie go w każdych warunkach – czy to bagażniki na dach, które pomieszczą wszystkie Wasze hobby, bagażniki na rowery, haki, dywaniki na każdą niepogodę, a nawet namiot dachowy, dla tych, którzy szykują się na większe przygody. Po powrocie może szybko stać się za to eleganckim towarzyszem biznesowych spotkań.
Oczywiście wspomniane wyżej to nie jedyne wersje w gamie. Cayenne dostępne jest także w standardowej odmianie oraz wersji Cayenne S, a obie występują również w wersjach hybrydowych typu plug-in. Oferując moc w przedziale od 353 KM do 519 KM i przyspieszenia w granicach od 6 do 4,7 sekundy pokazują jak bardzo osiągi wpisane są w DNA tego modelu. Do tego niska emisja CO2 i ograniczony apetyt na paliwo dzięki nowym technologią sprawiają, że nie musimy myśleć o nich w kategoriach aut często goszczących na stacji paliw.
Najlepsze jest to, że sezon na Cayenne trwa właśnie teraz. Nowa generacja dostępna jest w nowych, atrakcyjnych warunkach finansowania, a dodatkowe programy gwarancyjne i pakiety ubezpieczeniowe sprawiają, że posiadanie Porsche staje się jeszcze prostsze. Bo są samochody, które po prostu się kupuje — i są takie, w które się wchodzi i od razu wie, że to początek dłuższej historii. Cayenne to właśnie takie auto. Ofertę możecie sprawdzić w salonach Porsche Centrum Warszawa, Porsche Centrum Warszawa Okęcie i Porsche Store Warszawa lub znajdziesz je tutaj. Do zobaczenia na drogach!
Unikalne modele na wystawie w Porsche Store Warszawa

Unikalne modele na wystawie w Porsche Store Warszawa

Jeśli jesteś fanem motoryzacji – a zwłaszcza marki Porsche – to koniecznie musisz zajrzeć do Porsche Store Warszawa. Do 26 czerwca w samym centrum Elektrowni Powiśle można zobaczyć coś naprawdę wyjątkowego: aż pięć legendarnych modeli z Porsche Museum w Zuffenhausen. I to nie na ekranie czy za szybą – ale niemal na wyciągnięcie ręki.

Materiał powstał przy współpracy z Porsche Centrum Warszawa Okęcie

To prezentacja, jakiej jeszcze w Polsce nie było – nie tylko ze względu na auta, które są prawdziwymi unikatami, ale też ze względu na formę. Kameralna przestrzeń showroomu pozwala naprawdę przyjrzeć się detalom i odkryć historie, które kryją się za każdym z modeli. To niezwykła okazja, by z bliska przyjrzeć się modelom, które na co dzień stanowią część muzealnych zbiorów – tym bardziej że tworzą one wyjątkową opowieść o rozwoju marki: od lat 60. do współczesności. Wystawa potrwa tylko do 26 czerwca.

Górskie bestie: Bergspydery
Jednym z najbardziej spektakularnych zestawień są dwa samochody z zupełnie różnych epok, ale o wspólnym DNA – lekkości i osiągom. Pierwszy to 909 Bergspyder z 1968 roku – najlżejszy wyścigowy samochód w historii marki. Tylko 384 kilogramy i totalny brak kompromisów. Nadwozie z włókna szklanego waży jedynie 10 kilogramów. Dwa zbudowane egzemplarze miały aluminiowe ramy przestrzenne i tytanowe sprężyny śrubowe. Nie miał za to nawet zwykłej pompy paliwa – zamiast tego użyto specjalnego zbiornika generującego samoistnie ciśnienie. 909 wyposażono też w akumulator z tlenkiem srebra i srebrne okablowanie instalacji elektrycznej zamiast miedzianych przewodów. Nie ma też deski rozdzielczej, a zastosowany silnik to jedynie 2-litrowa, ale 8-cylindrowa jednostka o mocy 275 KM. To maszyna stworzona z myślą o wspinaniu się po krętych alpejskich trasach w jak najszybszym tempie. 
Obok stoi jego duchowy następca – Porsche 981 Bergspyder z 2015 roku. To koncept bazujący na modelu Boxster, ale totalnie zmodyfikowany – jedno miejsce, minimalistyczne podejście i mnóstwo designerskich smaczków w postaci jedynie malutkiej przedniej szyby, zegarów z 918 Spyder czy ozdobnych pokryw zaworów, nawiązujących do aut z lat 50. i 60. Do tego silnik z Caymana GT4, manualna skrzynia biegów i wyjątkowe oklejenie. Auto nigdy nie trafiło do produkcji, ale właśnie dlatego jego obecność tutaj jest jeszcze bardziej unikalna.

Sycylijska legenda
Kolejna perełka to Porsche 908/03 Spyder z 1970 roku, czyli wyścigowa bestia stworzona z myślą o morderczych trasach Targa Florio i Nürburgringu. Ma 3 litry pojemności, ale 8 cylindrów i niesamowitą historię za sobą. Malowanie w barwach Gulf i nadwozie, przez które widać silnik? Po prostu poezja. Ten egzemplarz jest jednym z zaledwie dziewięciu zbudowanych – i uchodzi za najlepiej zachowany.

W 1970 roku Porsche zamierzało obronić zwycięstwo z poprzedniego sezonu w Mistrzostwach Świata Producentów. Lekkie, zwinne 908/03 Spyder zaprojektowano specjalnie z myślą o Targa Florio i wyścigu na północnej pętli Nürburgringu, a 917 startowało na bardzo szybkich torach. Sportowy prototyp 908/03 Spyder ważył 545 kilogramów. Podobnie jak w przypadku 909 Bergspyder z 1968 roku, mechanizm różnicowy został tu zamontowany za skrzynią biegów, a przekładnię, silnik i kierowcę można było przesunąć do przodu, co skutkowało bardzo korzystnym rozkładem mas. W tym przypadku 45/55. Za kierowcą umieszczono wyjątkową konstrukcję 8-cylindrowy, 3-litrowy silnik typu bokser o mocy dochodzącej nawet do 370 KM. Auto rozpędzało się do prawie 300 km/h.
W 1970 roku 908/03 Spyder zwyciężyło zarówno w sycylijskim klasyku, jak i w wyścigu na dystansie 1000 kilometrów na Nürburgringu. Łącznie fabryka zbudowała nieco ponad dziesięć (12 lub 13) egzemplarzy 908/03 Spyder. Prezentowany samochód zajął drugie miejsce na Targa Florio w 1970 r.; był wtedy prowadzony przez Leo Kinnunena i Pedro Rodrigueza. Dojechał do mety za zwycięskim, bliźniaczym wozem prowadzonym przez Jo Sifferta oraz Briana Redmana. 

Hybryda przyszłości
Jest też coś dla fanów nowoczesnych technologii: Porsche 918 RSR Studie – hybrydowy hypercar z 2011 roku, który wygląda, jakby przybył z przyszłości. Jego silnik V8, wywodzący się ze prototypu Porsche RS Spyder klasy LMP2, rozwija moc 563 KM przy 10 300 obr./min. Dwie jednostki elektryczne dostarczają na przednią oś po 102 KM z wykorzystaniem układu wektorowania momentu obrotowego. Energię czerpią z systemu magazynowania energii z kołem zamachowym, który umieszczono w kokpicie. Rozwiązanie to przejęto z wyścigowego Porsche 911 GT3 R Hybrid. 918 RSR nie potrzebowało dzięki temu baterii. Po naciśnięciu przycisku łączna moc układu hybrydowego wynosząca 767 KM była dostępna przez 8 sekund. 918 RSR Studie to również piękny hołd dla historycznych aut, dzięki zastosowaniu górnej szyby w dachu jak w modelach 917 czy brązowej skóry znane z klasycznych modeli. W przeciwieństwie do 918 Spyder auto miało końcówki wydechowe po bokach i umieszczony na stałe karbonowy spoiler. Niesamowite, że ta konstrukcja ma już prawie 15 lat.

Legendarne 911
Na koniec pozostawiłem do opisania prawdziwą wisienka na torcie. Porsche 911 Carrera RS 2.7 Touring – ikonę, która dla wielu jest ucieleśnieniem marzeń o sportowym aucie. Pierwsze 911 z nazwą Carrera, pierwszy RS w historii i pierwszy drogowy model z charakterystycznym „ducktailem”, czyli spojlerem w kształcie kaczego kupra, dzięki czemu stało się pierwszym na świecie samochodem sportowym przeznaczony do jazdy po drogach z takimi elementami. W oryginalnym, żółtym kolorze robi ogromne wrażenie. Opony z przodu i z tyłu miały różną szerokość, co pozwalało na szybsze pokonywanie zakrętów, a także na skuteczniejsze hamowanie. Wysokoobrotowy silnik o pojemności zwiększonej poprzez zastosowanie większych cylindrów rozwijał prawie 80 KM mocy z 1 litra. Porsche oferowało RS 2.7 w spartańskiej wersji „Sport” lub z komfortowym pakietem „Touring”. 911 Carrera RS 2.7 Touring wyposażano w wygodne sportowe fotele, tylne siedzenia, dywaniki, zegar i radio. Efekt: masa własna o 115 kg wyższa od wariantu „Sport”. Porsche wyprodukowało 1308 egzemplarzy wersji „Touring”, znacznie przekraczając pierwotnie planowaną produkcję 500 aut we wszystkich wersjach. Pierwsze egzemplarze z lżejszymi szybyami, cienńszymi elementami blaszanymi i tworzywa sztucznego pozwalały znacząco zmniejszyć masę.

Wszystko to można zobaczyć za darmo, w godzinach otwarcia Porsche Store Warszawa – miejsca, które jest czymś więcej niż tylko salonem samochodowym. To połączenie butiku, przestrzeni spotkań i galerii motoryzacyjnego designu, wpisane w industrialny klimat Elektrowni Powiśle. Jeśli jeszcze tam nie byliście – to lepszej okazji może nie być. Wystawa trwa tylko do 26 czerwca, więc nie ma co zwlekać. 

Księżycowe połączenie | Porsche 911 S/T w kolorze Moongem

Księżycowe połączenie | Porsche 911 S/T w kolorze Moongem

Niektóre samochody nie powstają po to, by być środkiem transportu z punktu a do punktu by czy po prostu zaspokajać potrzebę nawet szybkiej jazdy po torze. Tworzone są po to, aby wyrażać siebie – dokładnie, świadomie, z najdrobniejszymi detalami dopracowanymi z chirurgiczną precyzją. Takie jest właśnie to Porsche 911 S/T – to nie samochód, a wyraz motoryzacyjnej osobowości właściciela, który postanowił nie uznać żadnych kompromisów.

Materiał powstał przy współpracy z Porsche Centrum Warszawa Okęcie

Jest coś absolutnie magicznego w tej konfiguracji. Karoseria lśni lakierem o nazwie „Moongem” – odcieniem dostępnym wyłącznie w ramach programu Paint to Sample Plus. Moongem to współczesna interpretacja historycznego koloru Moonstone – znanego także jako „Flieder”, czyli liliowy. W najnowszej odsłonie ten lakier został celowo stonowany i przesunięty w stronę bardziej szarego spektrum, co czyni go znacznie subtelniejszym niż jego pierwowzór z lat 80.

W świetle dziennym Moongem zaskakuje niuansami. Z jednej strony bliski jest wariantom bieli – niemal kremowej lub porcelanowej – ale z drugiej nosi delikatny, ledwie wyczuwalny liliowy podton, który ujawnia się dopiero w pewnym podświetleniu. Nieco tak jakby w lakierze zamknięto światło księżyca odbijane wiosennej nocy w kwitnący ogrodzie botanicznym. To jeden z tych odcieni, które trudno zdefiniować jednym słowem – i właśnie dlatego fascynuje.

Cała kompozycja kolorystyczna zyskuje jeszcze jeden, wyjątkowy akcent. To zestaw grafik inspirowanych klasycznym motorsportem: numery boczne z motywem lollipop na drzwiach i numerem startowy 67, dopełniony strzałkami prowadzącymi przez przednią maskę. Ten zabieg to nie tylko gra estetyczna – to czytelny hołd dla oryginalnych 911 ST z początku lat 70., które właśnie z takim oznakowaniem ścigały się na torach Europy. Wyścigi długodystansowe, rajdowe maratony, Nürburgring, Targa Florio – tamte auta, podobnie jak ten egzemplarz, nie bały się być inne. I nie bały się być pierwsze. Strzałki nawiązują do wyścigowego egzemplarza, który kilka lat temu został odbudowany od podstaw w Porsche Classic i był jednym z najważniejszych wyścigowych 911 – startując na Circuit de la Sarthe i w Targa Florio oraz pełnił np. rolę samochodu kamery w słynnym filmie Steve McQueena pt.: „Le Mans”.

Ale prawdziwa historia zaczyna się w środku. Wnętrze tego Porsche 911 S/T to świątynia rzemiosła, hołd dla tradycji i nowoczesnego luksusu zarazem. Dominującym motywem jest truflowo-brązowa skóra, rozciągająca się na niemal każdej powierzchni – od kubełkowych foteli, przez deskę rozdzielczą, aż po schowki i podszybie. Fotele to prawdziwe dzieła: w pełni kubełkowe, wykończone klasyczną tkaniną Pepita w odcieniach grafitowego błękitu i crayon, z kontrastowymi przeszyciami w kolorze kredowym i wyszytą nazwą wersji na zagłówkach. Siedząc w nich czujesz się jak w pierwszym rzędzie na torze Le Mans – tylko z nieco bardziej ekskluzywnym sznytem.

Konsola środkowa została wykończona ręcznie – pokrywa schowka ozdobiona truflową skórą i haftem w kolorze crayon, a na jej powierzchni dumnie widnieje wytłoczone logo programu Sonderwunsch. To właśnie ten znak pokazuje, że nie jest to standardowe Porsche, ale auto zrodzone z marzenia i stworzone wspólnie z manufakturą Porsche Exclusive. Kierownica GT Sports także otrzymała indywidualne traktowanie – brązowa skóra, kredowe przeszycia i znacznik 12. godziny. To detale, które nie tylko pięknie wyglądają, ale nadają ton całej interakcji z pojazdem.

Niemal każdy element wnętrza, który dało się wykończyć indywidualnie – został wykończony w ten sposób. Obudowa kolumny kierowniczej, słupki A, dolna część deski rozdzielczej, obudowy nawiewów, boczne panele tunelu środkowego, podsufitka, a nawet tylna osłona bezpieczników i wewnętrzne listwy progowe – wszystko to wykończono tą samą, aksamitnie miękką truflową skórą, zszytą z chirurgiczną precyzją nicią w odcieniu crayon. Pasy bezpieczeństwa dobrano w tym samym brązie, a podsufitkę, osłony przeciwsłoneczne i obudowę lusterka wykonano z wyścigowego Race-Texu – miękkiego, a przy tym niesamowicie trwałego materiału inspirowanego Alcantarą. Podsufitka oraz wszystkie inne elementy gdzie użyto materiału Race-Tex zostały dobrane idealnie w kolorze truflowo – brązowym. To jest zabieg, którego nie uda się osiągnąć w żadnym 911 bez wykorzystania specjalnych zamówień programu Sonderwunsch. Podobnie jest z tkaniną, który wyścieła podłogę tego 911 S/T oraz obszyciem tylnej części wnętrza. Pokryte są materiałem w identyczny kolorze jak skóra i Race-Tex. Tutaj nie było miejsca na kompromisy. Nawet dywaniki zostały dopasowane do indywidualnych preferencji właściciela. Są jednak akcenty, które szczególnie zapadają w pamięć – choćby kluczyk, który został pomalowany w kolorze nadwozia Moongem i ozdobiony grawerunkiem „911 S/T”. Otrzymał on także indywidualne skórzane etui w kolorze truflowym. Komplet? To mało powiedziane. 

Pod karoserią 911 S/T drzemie jedno z najczystszych i najbardziej rasowych serc, jakie kiedykolwiek trafiły do drogowego Porsche – czterolitrowy, wolnossący bokser o mocy 525 KM, wywodzący się prosto z modelu GT3 RS. Ten wysokoobrotowy silnik, zdolny do kręcenia się aż do 9000 obr./min, połączony jest z lekką, sześciobiegową, manualną skrzynią GT oraz jednomasowym kołem zamachowym, które redukuje masę wirującą o blisko 10 kg. W praktyce oznacza to jedną rzecz – absolutnie natychmiastową reakcję na gaz i niepowtarzalne wrażenia z jazdy. W tym modelu zrezygnowano ze skrętnej tylnej osi i skupiono się na purystycznych doznaniach, które osiągnięto także niską masą. Niespełna 1400 kg powoduje, że jest to najlżejsza wersja 911 generacji 992. Tak! Nawet lżejsze od 911 GT3 Touring z manualem. Porsche 911 S/T nie udaje sportowego auta – ono nim po prostu jest. Prawdziwa esencja analogowej przyjemności z jazdy, wyczuwalna w każdym drgnieniu nadwozia, w każdym szarpnięciu lewarka, w każdej zmiennej sekundy pracy silnika. To auto nie tylko mówi do kierowcy – ono z nim rozmawia.

Patrząc na całkowitą cenę tej konfiguracji, która pozostanie tajemnicą i tak wiadomo, że kosztowała znacznie więcej niż standardowe S/T. To nie jest jednak cena za samochód. To cena za spełnione marzenie, za możliwość wzięcia udziału w czymś więcej niż tylko zakupie – w procesie tworzenia, współprojektowania, w dialogu z jedną z najciekawszych marek motoryzacyjnych świata. Ten 911 S/T to nie kolejny model w garażu. To manifest. I wyraz miłości do motoryzacji, która nie zna kompromisów.

Nieprzypadkowo ten egzemplarz narodził się właśnie w Porsche Centrum Warszawa Okęcie – miejscu, które od lat specjalizuje się w realizacji najbardziej spersonalizowanych projektów pod szyldem Porsche Exclusive Manufaktur. To tam powstała ta konfiguracja, gdzie pasja do marki spotyka się z perfekcją w detalach. A zwieńczeniem tej opowieści była chwila odbioru – nie w zwykłym salonie, lecz w przestrzeni, która sama w sobie stanowi esencję stylu i idei marki – Porsche Store Warszawa. Miejsce, w którym design, kultura i motoryzacyjne dziedzictwo łączą się w jedną, ponadczasową emocję. To historia o motoryzacji niemal jak z księżyca.

Relacja | Maj może zimny, ale atmosfera na P-Series gorąca!

Relacja | Maj może zimny, ale atmosfera na P-Series gorąca!

Chociaż wiosna w tym roku, mówiąc delikatnie, nie należy do najpiękniejszych, to niska temperatura i prognoza nieustających opadów to za mało, żeby odstraszyć właścicieli Porsche. Szczególnie jeśli w planach są najlepsze zakręty w kraju. Zapraszamy na relację z piątej edycji P-Series Rally!

Materiał powstał przy współpracy z Porsche Centrum Warszawa Okęcie

Można powiedzieć, że ten rajd to już właściwie klasyk i stały punkt w kalendarzu dla tych, którzy lubią korzystać ze swoich aut zgodnie z przeznaczeniem. Tym razem Tomek Staniszewski z ekipą skierowali nas nie na południe kraju, a na Warmię i kawałek Mazur. Dla mnie osobiście była to doskonała wiadomość, bo od lat powtarzam, że to właśnie w tym regionie znajdują się najlepsze drogi w Polsce. Oczywiście znajdzie się kilka ciekawszych serpentyn, ale tylko tu uśmiech nie będzie Wam schodził z twarzy całymi godzinami, bez jeżdżenia w tą i z powrotem. Kwitnący dookoła rzepak, tak kontrastujący z otaczającą szarością, stanowił wisienkę na torcie.

Uczestnicy już od godzin wczesnopopołudniowych zaczęli zjeżdżać się do Lidzbarka Warmińskiego. Tu, na dziedzińcu hotelu, który już od XIV wieku stanowił siedzibę biskupów warmińskich, wieczorem miało stanąć ponad sto różnych modeli, generacji i wariantów Porsche. Nie zabrakło oznaczeń 911, 944 czy GT3 lub Turbo, ani też edycji limitowanych. Plany na resztę piątku pozostawały do indywidualnej decyzji. Do wyboru była wieczorna, krótsza trasa rozgrzewkowa, korzystanie z dobrodziejstw spa lub zwiedzanie zamku, ale także jazdy testowe nowymi wariantami Cayenne, które zapewnił stały już partner wydarzenia, czyli Porsche Centrum Warszawa Okęcie. W przypadku tej ostatniej aktywności – trzeba się było spieszyć, bo lista zapisów zapełniała się naprawdę szybko.

Poranna odprawa przyniosła dwie niespodzianki. Pierwszą były nadajniki, z których pomocą panowie z ciężarówki oznaczonej „Rally Control” mogli śledzić lokalizację każdego z uczestników. Dla ciekawskich, jak ja – mogli to robić w zasadzie w dowolnym miejscu na świecie, bez ograniczeń zasięgowych. Poza funkcjami pomiarowymi oraz możliwością lepszej kontroli przebiegu rajdu takie rozwiązanie stanowiło ogromny atut dla nas, czyli ekip mediowych. Drugą nowością był dodatkowy — trzeci wariant trasy ochrzczony jako „SURFARI”. Nie trzeba być detektywem, żeby domyślić się, że tu potrzeba albo Cayenne, albo tzw. „cojones”. I jak się później okazało, kilku kierowcom klasyków tego drugiego nie zabrakło, mimo że ulewy wypełniły niektóre z szutrowych fragmentów sporymi kałużami.

Chwilę przed 11 załogi w odpowiednich ostępach czasowych zaczęły przekraczać bramę startową. Do dyspozycji oczywiście nie było nawigacji, tylko itinerer w aplikacji. Dla osób, które wybrały opcję sportową, trasa zawierała więcej odcinków pomiarowych i mniej miejsc na przystanki. Pozostali poza przerwą obiadową mieli jeszcze w programie wizyty w kilku lokalnych zamkach. Uczestnicy trasy z elementami offroadu odbijali w pewnych miejscach na szutrowe łączniki.

Trasa, zgodnie z resztą z oczekiwaniami, była absolutnie fenomenalna. Mnóstwo zakrętów i pagórków skutecznie urozmaicały podróż, a wiosenna zieleń skąpana deszczem wybuchała kolorem. Porsche, które tego dnia wypełniły lokalne drogi, wpisywały się idealnie w krajobraz. I, pomimo że cały sezon spędzam na różnych eventach związanych z autami tej marki, a z P-Series Rally jestem związany od początku, to uśmiech nie schodził mi z twarzy. Ta zaba… praca, przepraszam, nigdy się nie nudzi! Po pierwszej godzinie nawet deszcz postanowił odpuścić.

Jako że za auto mediowe posłużyło nam Cayenne przygotowane przez ekipę P-Rally, nie mogliśmy nie skorzystać ze wspomnianego już fragmentu trasy poza asfaltem. W towarzystwie drugiego uterenowionego brata (955 Filipa Blanka) oraz, ku naszemu zdziwieniu, nowiutkiego Cayenne w barwach Porsche Centrum Warszawa Okęcie, pokonaliśmy pełnym gazem błotnisty, offroadowy odcinek. O niebiosa, co to była za zabawa! Na zakrętach można było z łatwością pójść efektownym bokiem, błoto wybijało spod kół na kilka metrów w górę, a woda z kałuży skutecznie zalewała przednią szybę kompletnie, ograniczając widoczność. Już następnego dnia przeglądałem ogłoszenia. Jednak, co powtórzę po raz kolejny, byłem zaskoczony jak dobrze poradziła sobie tutaj najnowsza generacja terenowego Porsche. Żadne czujniki nie zwariowały, napęd doskonale rozprowadzał moc na poszczególne koła na grząskiej nawierzchni, a według relacji chłopaków, w środku panowała cisza i wygoda. Okazuje się, że to naprawdę arcyuniwersalny samochód!

Kiedy drogomierze aut wzbogaciły się o kolejne setki kilometrów, a moja karta pamięci zapełniła się ponad tysiącem zdjęć, rajd dobiegł końca. Po chwili na odsapnięcie i przebranie zebraliśmy się na wieczorną integrację przy kolacji. To właśnie tutaj, po całym dniu naprawdę silnych emocji, po raz kolejny dotarło do mnie, że te wszystkie piękne i niezwykle skuteczne maszyny, są tak wspaniałe dzięki ludziom, którzy nimi jeżdżą. Którzy pokonują nierzadko kilkaset kilometrów po to, aby spędzić ten jeden wyjątkowy weekend w swoim towarzystwie, dzieląc pasję. Tu należą się ogromne podziękowania dla Tomka, całej ekipy P-Rally oraz Porsche Centrum Warszawa Okęcie, że taki sposób na spędzenie weekendu nam zapewniają. Jak każda edycja, tak i ta, zakończyła się pytaniem „to co, kolejna za rok?”.

 

Nieziemskie Porsche i Kawa

Nieziemskie Porsche i Kawa

Od świtu było wiadomo, że to nie będzie zwykły kwietniowy niedzielny poranek. Termometry zaczynały zbliżać się do 20°C, a słońce rozlewało się po placu Porsche Centrum Warszawa Okęcie – jakby specjalnie zamówione na piątą edycję wydarzenia z serii Porsche i Kawa by PCWO. Idealna aura na spotkanie wśród miłośników marki.

Niedługo potem na parkingu rozbrzmiały dźwięki silników typu bokser, bo na 40 minut przed oficjalnym startem imprezy na placu zaczęły się już pojawiać pierwsze 911, Boxstery i Caymany, ale także ukochane transaxle i coraz bardziej popularne wśród entuzjastów zliftowane Cayenne. Zanim się obejrzeliśmy cały plac był już szczelnie wypełniony i wyglądał jak ze snu – klasyki obok nowoczesnych GT, kabriolety wtulone w cień budynków, a do tego kolekcjonerskie perełki, które rzadko kiedy opuszczają swoje garaże. Tysiąc wydanych kubków kawy, setki rozmów, uśmiechów i spontanicznych spotkań znajomych. Wśród tłumu: pasjonaci, rodziny z dziećmi, influencerzy i carspotterzy, którzy czaili się przy każdym wjeżdżającym aucie – z nadzieją, że to właśnie teraz pojawi się coś, czego jeszcze nie mają w swoim portfolio.

Trzeba przyznać, że mieli w czym wybierać, bo po raz kolejny padł rekord frekwencji. Finalnie przez bramę imprezy przejechało 352 samochody z Zuffenhausen. W powietrzu unosił się aromat świeżo mielonej kawy i… benzyny – duetu idealnego dla każdego miłośnika motoryzacji z duszą.

Samochody z innej planety
Nasze eventy już od kilku edycji są miejscem prezentacji absolutnie wyjątkowych modeli Porsche. W niedzielę można było zobaczyć dosłownie nieziemskie auta. Były to przede wszystkim Gemballa Marsien, które powstało tylko w 40 egzemplarzach oraz 911 S/T w niecodziennym kolorze Moonstone, dopieszczone przez Porsche Exclusive Manufaktur na bazie pomysłów właściciela. Ten pierwszy naprawdę wyglądało jak przybysz z Marsa, a drugi przyciągał wyjątkową barwą lakieru mieniącą się niczym pył księżycowy. Oba stanęły przed wejściem do Porsche Centrum Warszawa Okęcie.

Do tego trzeba wspomnieć o dwóch egzemplarzach 911 R 991, które elektryzowały rozmowy fanów jeszcze długo po zakończeniu imprezy. Nie brakowało również klasycznych modeli – od legendarnych 356, przez 914, całą rodzinę transaxle (924, 944, 968, 928), aż po wszystkie generacje kultowego 911. Współczesność reprezentowały m.in. 718 Caymany GT4 RS, 911 GT3 RS, ale też setki przeróżnych wersji niemal wszystkich odmian Porsche oferowanych w ostatniej dekadzie.

Opowieść o 911 GT3
Centralnym punktem ekspozycji była wyjątkowa wystawa poświęcona historii modelu 911 GT3. Pięć generacji – od 996.2, przez 997, 997.2, 991.2, aż po najnowsze 992 – przyciągało spojrzenia, szczególnie, że dwa z nich były w kolorze Speed Yellow.
W trakcie imprezy Janusz Dudek i nasz redaktor naczelny Piotr Sielicki powitali gości imprezy i przedstawili rozwój tego purystycznego auta. Opowiadali historie, anegdoty i ciekawostki. Z nieukrywaną pasją, bo nawet właściciele takich aut przyznali po wystąpieniu, że dowiedzieli się czegoś nowego o swoich 911 GT3.


Nie tylko dla petrolheadów

Wydarzenie było też znakomitą okazją do rodzinnego spędzenia czasu. Dla najmłodszych czekała strefa animacji i zabaw, a starsi mogli spróbować swoich sił na symulatorach wyścigowych – oczywiście za kierownicą Porsche. W tle brzmiała muzyka miksowana na żywo przez DJ-a, a z food trucków – poza pyszną kawą – serwowane były także smaczne, streetfoodowe dania. W serwisie czekała specjalna strefa Porsche Approved, gdzie królową była pięknie utrzymana 911 Targa 4S 997.2. Nie zabrakło też pamiątek – plakaty, naklejki, a dla tych, którzy chcieli nabyć coś więcej – limitowane gadżety i akcesoria z kolekcji Porsche Lifestyle.

Porsche w ruchu
Dla tych, którym samo oglądanie nie wystarczało, przygotowano około dwugodzinny rajd w stronę i po drogach Kampinoskiego Parku Narodowego. W towarzystwie innych Porsche, przez zakręty i proste, z postojem w Porsche Store Warszawa, przemknęła kawalkada kolorowych aut. Bo Porsche to nie tylko marka – to sposób na aktywne spędzanie czasu.

To już trzeci sezon Porsche i Kawa by PCWO, a wliczając pierwsze oficjalne spotkanie z 2017 roku zorganizowane jeszcze bez wsparcia Porsche Inter Auto i zeszłoroczną edycję w Poznaniu, była to już siódma edycja imprezy, która zapoczątkowaliśmy ten rodzaj spotkań dla miłośników Porsche.
Porsche i Kawa Vol. 5 na długo zostanie w pamięci. Takie wydarzenia budują społeczność. Tu nie chodzi tylko o samochody – chodzi o emocje, pasję, ludzi i wspólne dzielenie się tym, co kochamy najbardziej. Świadomi ogromu pracy, aby sprostać wymaganiom, już nie możemy się doczekać kolejnej edycji.