Czy elektryczne Porsche Macan 4 nadal jest uniwersalne?

Czy elektryczne Porsche Macan 4 nadal jest uniwersalne?

Porsche wrzuciło nowego Macana na głęboką wodę. Rynek wciąż podchodzi do samochodów „z wtyczką” z pewnym dystansem, dlatego zastąpienie najlepiej sprzedającego się modelu z katalogu wersją wyłącznie elektryczną było dość odważnym ruchem. Sprawdziliśmy, czy bazowa wersja z napędem na cztery koła jest godnym następcą.

Elektrycznego Macana 4 trudno nazwać „zabawką”. Pod napędem na 4 koła kryją się dwa motory elektryczne o łącznej mocy 408 KM i momencie obrotowym wynoszącym 650 Nm. Wrzućmy znaną sylwetkę i osiągi do kociołka, dodajmy nieco przyprawy w postaci dźwięku statku kosmicznego z trybu Sport Plus, pomieszajmy i zostawmy na małym ogniu. Z mikstury, bez wątpienia, wyjdzie Porsche. Czy brak możliwości wlania do niego benzyny będzie bardzo przeszkadzał? Niekoniecznie. Spieszę z wyjaśnieniem.

To, że nowy Macan to bardzo dobry, rodzinny samochód do miasta, nie powinno nikogo zdziwić. Duży moment obrotowy dostępny w każdej chwili, cisza i brak przełożeń to same plusy w metropolii i okolicach. Zasięg też jest w zupełności wystarczający, by poruszać się bez stresu po centrum i obwodnicy.

Akumulator o pojemności 95 kWh netto (100 kWh brutto) pozwala na bezstresowe przejechanie – zdrowym tempem bez oszczędzania i bez szaleństw – około 350-400 kilometrów. To średnio daje wynik poboru prądu na poziomie około 25 kWh/100 kilometrów. Nasze efekty pozostawiają margines na zmniejszenie zużycia, ale kosztem wprost proporcjonalnego zmniejszenia radości z jazdy.

O sporym zużyciu można zapomnieć, bo rekompensuje je zdolność Macana do szybkiego ładowania. Architektura 800-woltowa pozwala na maksymalną moc ładowania do 270 kW, dzięki czemu bardzo mocne ładowarki mogą przywrócić energię nawet w 15-20 minut (licząc od około 15 do 80%). Od zera, z domowego Wallboxa o mocy nominalnej 11 kW, naładujecie Macana do pełna w niespełna 9 godzin.

Jeśli ładowanie musicie przeczekać w środku pojazdu, to nie będziecie narzekali na komfort. Jakość wykonania i materiały przypominają, że siedzimy w Porsche. Kokpit zdecydowanie „scyfryzowano”, szczególnie w stosunku do spalinowych kuzynów (na przykład Panamery, 911, czy Cayenne) – chodzi tutaj o tablet sterujący, który zastąpił analogowe przyciski.

Oczami kierowcy można zwrócić uwagę na przynajmniej trzy wyświetlacze, a oczami pasażera — jeszcze jeden dodatkowy. System infortainment jest czytelny, chociaż – dla nowego właściciela – może wymagać chwili przyzwyczajenia. Niestety, nie możemy ukryć, że zdarzyły mu się przycinki i nie zawsze działał perfekcyjnie. Minusem też jest ilość miejsca z tyłu. Chociaż samochód z zewnątrz pozostawia wrażenie dużego, to wnętrze raczej można zaliczyć do tych przytulnie ciasnych i kompaktowych.

Odłączamy wtyczkę i wyruszamy w trasę. Porsche Macan 4 przewiduje kilka trybów jazdy: od Offroad, przez „Normal”, po „Sport” i oczywiście „Sport Plus”. Każdy z nich można dostosować do własnych upodobań. Do wyboru mamy kilka wariantów sztywności i wysokości zawieszenia (z czego Sport Plus i Offroad usztywnia bardzo), elektryzujący dźwięk, który (chwała za to dla Porsche) nic nie udaje i zdecydowanie nie da się go podrobić oraz oczywiście wyskalowanie osiągów.

Porsche Macan 4 z napędem elektrycznym zdecydowanie uniwersalizuje schemat samochodu do codziennej jazdy. Niski środek ciężkości, bardzo precyzyjne systemy kontroli trakcji i osiągi (5,5 sekundy do 100 km/h) pozwolą przy okazji wyszaleć się na torze w rodzinnym SUV-ie. I chociaż czuć sporą masę samochodu (2400 kg), to zestrojenie zawieszenia, hamulców i osiągów jest z najwyższej półki, a inżynierowie z Zuffenhausen po raz kolejny udowodnili, że nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Co tu dużo mówić: skoro hybrydowe Porsche Cayenne, SUV znacznie większych rozmiarów, potrafi dawać mnóstwo frajdy z jazdy, to sprawdzanie możliwości Macana było tylko formalnością.

Z toru można śmiało przejechać do lasu, bo tryb „Offroad” podnosi zawieszenie o kilkanaście centymetrów. Zaznaczmy jednak, że to nie jest samochód terenowy, nie testowaliśmy go w trudnych warunkach, ale możemy zapewnić, że po nierównościach, na drodze nieutwardzonej, nad jezioro dojedziecie bez najmniejszego problemu i obaw o szuranie baterią po kamykach.

Wisienką na torcie jest wygląd. Sylwetka już z daleka zdradza, że to wciąż Macan. Modelu nie da się pomylić z niczym innym na ulicy. Projekt tylnych lamp zaznacza DNA Porsche, przednie z kolei nawiązują do nowoczesnej stylistyki znanej między innymi z Taycana. Sznytu dodaje wysuwany, aktywny spoiler, który doskonale dopasowuje się do wysuniętej dolnej części przedniego zderzaka. W mojej opinii (gusta są różne) nie można nie posłodzić producentowi: nowy Macan to po prostu ładny samochód, dalej pozostawiający geny marki, wyróżniający się na ulicy i jednocześnie zachowujący formę SUV-a.

Podsumowując, jeśli szukacie samochodu elektrycznego, to Macan 4 jest zdecydowanie warta uwagi propozycją. Samochód zaskakuje unwiersalnością, oferuje jakość wykonania i komfort na poziomie Porsche,  jednocześnie zapewniając możliwości zabawy, bardzo przyzwoite osiągi i doskonałe prowadzenie. Plusem jest też wygląd zewnętrzny, chociaż niedosyt pozostawia system multimedialny oraz ciasnota na tylnej kanapie.

Ceny startują od 370 tysięcy złotych za wersję podstawową (RWD), a za standardowy wariant Macana 4 musicie zostawić przynajmniej 387 tysięcy złotych. Szybszy wariant, Macan 4S zaczyna się od 416 tysięcy złotych, zaś nowy GTS oraz najmocniejszy Turbo to wydatek na poziomie kolejno co najmniej 480 tysięcy złotych lub 529 tysięcy złotych. Obiektywnie, w swoim segmencie, to dość sporo. Nie ma jednak wątpliwości, że płacicie za Porsche – produkt premium, który poza logo i wyglądem dostarcza wrażenia z jazdy i dobrą jakość wykonania. Czy pozwoli na Wam na to na co jego benzynowy poprzednik? Jeżeli zmiana progu cenowego nie stanowi dla Was problemu i z dobrodziejstwem inwentarza przyjmiecie cechy użytkowania samochodu elektrycznego, to powinniście być zadowoleni. Macan 4 gra teraz po prostu w innej lidze.  

Ładowarki Moon dla każdego elektrycznego Porsche zakupionego w Porsche Inter Auto

Ładowarki Moon dla każdego elektrycznego Porsche zakupionego w Porsche Inter Auto

Każde elektryczne Porsche zakupione w salonach Porsche Inter Auto w zestawie otrzyma dodatkowo ładowarkę Moon Power. Ładowarki nie są przypadkowe, bo pochodzą z rodzinnej spółki Porsche. Jakie są warunki tej ciekawej oferty dla klientów myślących o zakupie Macana i Taycana?

Materiał powstał przy współpracy z Porsche Centrum Warszawa Okęcie

Porsche Inter Auto wyszło z ciekawą promocją dla klientów rozważających zakup elektrycznych modeli marki, czyli Taycana i Macana. Każdy samochód będzie dostępny w pakiecie ze stacją ładowania Moon Power, wraz z poprowadzeniem instalacji oraz montażem przez specjalistów.

Jak ma działać promocja? Instalacja krok po kroku
Po zamówieniu pojazdu elektrycznego Porsche oraz zainteresowaniu instalacją ładowarki będzie przeprowadzony audyt instalatora w podanej lokacji. Wówczas weryfikowane są możliwości montażu stacji, zarówno w bloku mieszkalnym, jak i domu jednorodzinnym.

W cenie klient otrzymuje montaż z instalacją natynkową o wysokości maksymalnej do 2,5 metra, przewiert przez dwie ściany, instalację kablową do 15 metrów, zabezpieczenie różnicowo-prądowe oraz nadprądowe, dedykowana rozdzielnia, aktywacja ładowarki oraz szkolenie dla użytkowników ładowarki. W ramach projektu instalatorzy mogą pomóc także w innych zakresach związanych z elektryką: doradzić w zwiększeniu mocy czy integracji z fotowoltaiką lub magazynem energii. Warto zaznaczyć, że taka usługa może być jednak dodatkowo płatna. Jednak oferta na ładowarkę dostępna wyłącznie w sieci Porsche Inter Auto jest dużym udogodnieniem.

Elektryczne Porsche

W salonach dostępne są do zamówienia obecnie dwa modele elektryczne marki Porsche: Taycan oraz Macan w różnych specyfikacjach i wersjach wyposażenia. Taycan charakteryzuje się akumulatorem o pojemności 89 kWh w wersji Performance oraz 105 kWh w wersji Performance Plus. Takie parametry ma spokojnie zapewnić zasięg potrzebny do pokonania ponad 500 kilometrów według producenta. Porsche Macan z kolei korzysta z pakietu akumulatorów o pojemności około 100 kWh.

Ładowarka Moon Power Porsche Taycan Macan

Porsche Taycan dostępny jest na imponującej, 800-woltowej platformie. Ta architektura pozwala na ładowanie pojazdu prądem stałym DC z mocą do 320 kW, co ma umożliwić odzyskanie baterii (od 10 do 80 procent) w około 15 minut. Porsche Macan również nie odstaje imponującą mocą ładowania: tutaj będzie to nawet do 270 kW prądem DC. Obydwa modele mogą się także ładować trójfazowo prądem AC, czyli wykorzystają cały potencjał przydomowej ładowarki Moon Power.

Ładowarka Moon Power
Stacja ładowania Moon Power to mocne, solidne, 11-kilowatowe urządzenie z 5-metrowym kablem Type2, charakterystycznym dla niemal wszystkich pojazdów elektrycznych na rynku. Ładowarka sprawdzi się nie tylko pod domem, ale także na przykład na parkingu przy biurze, ze względu na dostęp za pomocą karty RFID. Kontrolę nad ładowaniem zapewnia kolorowy wyświetlacz zainstalowany w urządzeniu.

Ładowarki MOON Power można zobaczyć na żywo pod salonami Porsche Inter Auto, ale także u dealerów innych marek. MOON Power stanęła także w innych salonach niemieckich producentów. Pierwsza stacja firmy pojawiła się w Warszawie, na ulicy Połczyńskiej przy salonie Volkswagena. Za montaż oraz instalację odpowiadał generalny partner wykonawczy MOON, firma Natoni. Stacje dla MOON produkowane są przez najlepszych europejskich producentów: DC to bardzo ceniony włoski Alpitronic, AC to holenderski Alfen. Kto się skusi? 

Przyszłość jednak nie taka elektryczna? Ważne słowa CFO Porsche

Przyszłość jednak nie taka elektryczna? Ważne słowa CFO Porsche

Elektryczna przyszłość motoryzacji staje pod coraz większym znakiem zapytania. Producenci, którzy jeszcze parę lat temu tak wartko zabierali się za deklarowanie dat odejścia od spalinówek, teraz albo siedzą cichutko, albo z niezręcznym uśmiechem na twarzy wymyślają wymówki. Ostatnio „sprawdzam” powiedziało też Porsche i całe szczęście, że nie weszli all-in, bo mogłoby być pozamiatane.

Z jednej strony nasz ulubiony producent dzielnie pracuje nad paliwami syntetycznymi, chcąc jak najdłużej utrzymać przy życiu spalinową odmianę 911, a z drugiej zabija kurę znoszącą złote jaja, ładując pod maskę nowego Macana silnik elektryczny. I chociaż trzeba przyznać, że kto choć raz jechał elektrykiem ze Stuttgartu, ten doskonale wie, że auta te mają w sobie ducha marki, to słupki sprzedaży mówią same za siebie. We wrześniu tego roku sprzedaż napędzanych prądem modeli spadła rok do roku z 12 do nieco ponad 7 procent. Lutz Meschke, dyrektor finansowy Porsche, wyciąga więc wnioski, a te powinny Wam się spodobać.

„Bierzemy obecnie pod rozwagę możliwość, w której auta pierwotnie planowane jako całkowicie elektryczne, zostały przystosowane do napędu hybrydowego lub wyłącznie spalinowego. Jesteśmy w trakcie podejmowania decyzji w kwestii konkretnych rozwiązań. To, co jest jednak jasne, to fakt, że samochody spalinowe zostaną z nami znacznie dłużej” – przyznał Meschke. Oczywiście za wcześnie, aby mówić o spalinowym Macanie, a tym bardziej nikłe są szanse na powrót takiego wariantu 718. Pozostaje nam czekać, ale przyszłość nagle stała się nieco ciekawsza.

Łódź z silnikiem z Porsche zawitała do Polski

Łódź z silnikiem z Porsche zawitała do Polski

Chcąc nie chcąc motoryzacja zmierza w kierunku elektromobilności. Jedni robią to lepiej, drudzy gorzej. Na nasze szczęście Porsche należy do tej pierwszej grupy, a najnowsze modele na prąd zdają się kontynuować dobrą passę, o czym miała już okazję przekonać się grupa klientów salonu Porsche Centrum Warszawa Okęcie. I czekała na nich nie lada niespodzianka.

Materiał powstał przy współpracy z Porsche Centrum Warszawa Okęcie

W minioną sobotę nad jeziorem Ukiel w Olsztynie zaproszonych gości przywitała reprezentacja PCWO, ale też instruktorzy Porsche Experience oraz przedstawiciele firmy RR Yachts. To zwiastowało trzy główne atrakcje i całkiem aktywny dzień.

Na starcie uczestnicy eventu mogli liczyć na orzeźwienie po podróży. W przystani czekała jedna z zaledwie 25 wyprodukowanych sztuk łodzi stworzonej przy współpracy marki Frauscher z Porsche. I w żadnym wypadku nie są to puste słowa. Model eFantom skrywa w sobie rozwiązania bezpośrednio zaczerpnięte z nowego, elektrycznego Macana. Siłę napędową stanowi dokładnie ta sama jednostka, co w nowym SUV-ie ze Stuttgartu. Co ciekawe, maksymalna moc została tu ograniczona do 400 kW (z 470 kW dostępnych w Macanie Turbo). Energia do napędzania jednostki wędruje spod pokładu, gdzie schowane są również te same baterie, co w aucie, a ich pojemność wynosi 100 kWh.

Porsche  maczało też palce przy „zawieszeniu” tego wodnego majstersztyku. Dla wysokiego komfortu podróży zastosowano izolatory wibracyjne oparte na stalowych linach. Choć brzmi jak technologia rakietowa, jest doskonałym w swej prostocie rozwiązaniem. Wygooglujcie sobie!

Na koniec wisienka na torcie – tryby jazdy. A w zasadzie pływania. Model eFantom, zupełnie jak elektryki od Porsche, ma do wyboru cztery tryby: Docking, Range, Sport oraz Sport Plus. Każdy z nich zmienia prędkość maksymalną oraz reakcję na gaz. Producent twierdzi, że w trybie łączącym cruising z pełną prędkością możliwe jest pływanie przez 2-3 godziny. Muszę przyznać, że to zaskakująco dobry wynik.

Po wejściu na pokład nie da się nie zauważyć kierownicy rodem z 911 generacji 991. Do tego stacyjka z lewej strony, pięć analogowych zegarów i herb marki na zagłówkach. Można poczuć się jak u siebie. Goście nie kryli zachwytu, a pogoda dopisała.

Na lądzie uczestnicy zostali przekazani w dobre ręce trenerów Porsche Experience. Na parkingu czekały nowe Panamery oraz Taycany w najróżniejszych konfiguracjach i specyfikacjach. Turbo, 4S, CrossTurismo, SportTurismo czy klasycznym wydaniu. Było z czego wybierać, a do pokonania było 80 kilometrów malowniczych mazurskich tras. Poza zmodyfikowanym względem poprzedników napędem, gwoździem programu było czyniące cuda zawieszenie Porsche Active Ride dostępne teraz w obu tych modelach, oznaczające niemal absolutny brak przechyłów na zakrętach, także przy dynamicznych manewrach. Jest to coś, czego nie oddadzą żadne słowa, więc nawet nie będę próbował. W wolnej chwili udajcie się do najbliższego salonu.

Po powrocie przyszedł czas na chwilę relaksu w doborowym towarzystwie nowego Macana. Jako pierwsze w Polsce, PCWO zaprezentowało szerszemu gronu najświeższy model w gamie Porsche. Eksperci mieli pełne ręce roboty, bo zainteresowanie autem przerosło oczekiwania – do tego stopnia, że kilka osób chciało go zamówić od razu. Dwa warianty mocy, spory zasięg i ogromna liczba opcji są tym, co może przekonać. Choć tego wieczoru największą furorę zrobił… kolor.

Tak, komunikacyjny lakier Provence w lawendowym odcieniu trafił na idealne warunki, żeby podkreślić swoje walory – deszczowa aura zwieńczona spektakularnym zachodem słońca wyciągnęła z niego to, co najlepsze. A więcej o samym aucie dowiecie się z naszej zabawy konfiguratorem, która zaowocowała dwoma nieszablonowymi specyfikacjami. I chociaż to tylko „kolejny elektryczny SUV”, to po dotychczasowych doświadczeniach nie możemy doczekać się, aż go wypróbujemy.

Kontrasty, Odcienie, Marzenia i Legendy – konfigurujemy nowego Macana

Kontrasty, Odcienie, Marzenia i Legendy – konfigurujemy nowego Macana

Chyba każdy fan motoryzacji bawił się choć raz konfiguratorem na stronie producenta. Ja robię to zawsze wtedy, kiedy Porsche wypuszcza nowy model. W zasadzie to nawet trochę częściej, bo przecież co jest złego w konfigurowaniu 911 raz na dwa tygodnie? No właśnie. Tym razem przyszedł czas na nowego Macana w dwóch wariantach.

Materiał powstał przy współpracy z Porsche Centrum Warszawa Okęcie

Pierwszy to Macan 4, którego 408 KM i 650 Nm wystarczy na 5,2-sekundowy sprint do setki, a akumulator na przejechanie nieco ponad 600 kilometrów, oczywiście w optymalnych ku temu warunkach. Jego ceny startują od 386 tysięcy złotych, ale bazowych egzemplarzy i tak pewnie na drogach nie uświadczymy. W jego przypadku zdecydowałem się na nieco elegantszy, ale jednocześnie bardziej kontrowersyjny „konfig”. Oto arbuz.

Zdaję sobie sprawę, że większość z nich będzie biała z czarnym wnętrzem, ewentualnie czarna z jasnym. Tym bardziej zawsze staram się bawić możliwościami i tworzyć konfiguracje, które teraz docenią nieliczni, ale za 30 lat zrobią to klienci domów aukcyjnych. Dowodem może być wystawione ostatnio 996.1 w dokładnie takiej konfiguracji, za cenę przewyższającą rynkowe o jakieś 50 procent.

Samochód pokryty lakierem Oak Green Metallic Neo i obuty w 22-calowe felgi RS Spyder Design, a uzupełnieniem są dodatki z Porsche Exclusive Manufaktur: pakiet ospoilerowania dolnego imitujący offroadowy styl, przyciemniane przednie reflektory oraz drobny detal nawiązującym do wnętrza, czyli czerwone oznaczenie modelu na listwie bocznej. Diabeł tkwi w szczegółach. Jako właściciel pokusiłbym się o elektrycznie sterowaną pokrywę gniazda ładowania. Miałem z nią styczność w Taycanie i mówiąc kolokwialnie, to zwyczajnie fajne!

Dopiero po przejściu do opcji wnętrza naprawdę odpiąłem wrotki i zaszalałem z możliwościami Exclusiv Manufaktur. Tak, naprawdę bym się na to wszystko zdecydował. Czerwień foteli i deski aż prosiła się o dopełnienie czerwonymi dywanikami ze spersonalizowanym napisem, a także pasami bezpieczeństwa. W odcieniu Bordeaux Red widziałbym także tarczę stopera Sport Chrono – klik! Na zagłówkach wytłoczony herb Porsche, bo dobrze wygląda na zdjęciach. Do tego podświetlone napisy własnego autorstwa na plakietkach foteli. Auto służbowe Porscheblog?

 

Wygląd to jedno, doznania drugie. Dlatego obowiązkowo zawieszenie adaptacyjne PASM z systemem samopoziomowania, nagłośnienie BOSE oraz specjalny dźwięk Porsche Electric Sport Sound. Za sprawą tego ostatniego można się poczuć jak w filmie TRON. Wisienką na torcie jest kluczyk w kolorystyce auta. Jak Wam się podoba ten zestaw?

 

 

Drugi z wariantów to Turbo. Zasięg jest zbliżony, jego moc to nawet 639 KM, a maksymalny moment: 1130 Nm (to nie pomyłka). Biorąc pod uwagę czas przyspieszenia 0-100 km/h wynoszący 3,3 sekundy, ten samochód skonfigurowałem w nieco bardziej sportowym wydaniu.

Zanim to sobie szybko omówimy, chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na paletę barw. A dokładniej jej nazewnictwo. Nie ma już podziału na klasy. Zamiast tego pojawiły się Kontrasty, Odcienie, Marzenia i Legendy.

 

 

Tak oto karoserię auta pokrył lakier o pięknej nazwie Papaya Metallic. Związek z bolidami McLarena jest czysto przypadkowy? Felgi tym razem we wzorze Macan Sport, a wszystkie elementy dodatkowe jak oznakowania modelu, osłony lusterek, ramki szyb i listwy boczne, wykończone zostały w czarnym połysku. Tylko wspomniany wcześniej pakiet Offroad Design pozostawiłem w kolorze auta. Jednak moim ulubionym dodatkiem są lampy LED wykończone w kolorze Glacier Blue. Z tyłu oznacza to nie tylko cały pas świetlny, ale także napis „PORSCHE” w tym odcieniu. Widziałem to na Taycanie i uważam, że do tego typu konfiguracji to absolutny must have.

 Nawiązania do niebieskiego postanowiłem dodać także w środku. Tu także nie stroniłem od opcji dostępnych w Exclusiv Manufaktur. Choć nie widać tego niestety na wizualizacji, w tym odcieniu znalazłyby się panele na drzwiach i konsoli środkowej, przeszycia foteli, pasy bezpieczeństwa oraz, a jakże, tarcza Sport Chrono. O “tej wzmocnionej” przypominałby napis “turbo” na podłokietniku. Także i tym razem skusiłem się na personalizowane plakietki foteli. W przypadku mechanicznej pomarańczy padło na „JEGO” i „JEJ”.

Z ciekawych dodatków dorzuciłem także termoizolacyjne i dźwiękochłonne szyby, nagłośnienie Burmeistera, wyświetlacz dla pasażera oraz system HomeLink, który pozwala zdalnie zaprogramować pilota do garażu.

Cóż, opcje konfiguracji nie zawodzą. Jeśli samochód będzie choć w pewnym stopniu tak dobry jak Taycan, ma prawo godnie zastąpić spalinową wersję. Tylko czy wszyscy to docenią? Zamówienia na auto można już składać, jednak pierwsze egzemplarze powinny pojawić się w salonie na warszawskim Okęciu już w trzecim kwartale.