Współpraca Porsche i Red Bull Racing nie dojdzie do skutku

Współpraca Porsche i Red Bull Racing nie dojdzie do skutku

Rozmowy na temat połączenia sił Porsche AG z zespołem Red Bull Racing od sezonu 2026 były od kilku miesięcy chyba najsłabiej chronioną tajemnicą w światku Formuły 1. Gdy pod koniec lipca pojawiła się informacja, iż Porsche złożyło stosowną dokumentację związaną z przepisami antymonopolowymi, z której wynikało, iż koncern zamierza nawiązać 10-letnią współpracę z austriackim zespołem, wydawało się że oficjalne potwierdzenie kooperacji jest czystą formalnością. Jednak zamiast „oficjalki” okraszonej zdjęciami kierownictwa Porsche w towarzystwie Christiana Hornera i Helmuta Marko z lampkami szampana w rękach otrzymaliśmy wczoraj suchą informację prasową Porsche potwierdzającą, iż partnerstwo pomiędzy Porsche AG i Red Bull GmbH nie dojdzie do skutku.

Konflikt interesów

U podstaw zerwania rozmów między dwoma podmiotami leżało zróżnicowane podejście do kwestii własnościowych. Red Bull zakładał, iż Porsche będzie zaangażowane tylko jako dostawca układów napędowych (od sezonu 2026), jednak Porsche zależało na uzyskaniu 50% udziałów w zespole i tym samym większej kontroli nad zespołem. Dokładnie takie założenia znalazły się w dokumentacji upublicznionej pod koniec lipca tego roku. Takie rozwiązanie jednak było nie do przyjęcia przez kierownictwo ekipy „Byków”, które chciało zachować pakiet większościowy i tym samym status ekipy niezależnej. Nie jest tajemnicą, iż Red Bull postawił tak stanowcze warunki ponieważ ma w zanadrzu alternatywę w postaci Hondy, która planuje jednak pozostać w F1 (obecnie Red Bull korzysta z własnych jednostek napędowych Red Bull Powetrains, które de facto są jednostkami Hondy).

„Od początku obowiązywało założenie, że partnerstwo będzie oparte na równych zasadach, co obejmuje nie tylko partnerstwo w zakresie silników, ale także zespół. Nie można było tego osiągnąć. „

Jeśli nie Red Bull to…?

Czy fiasko rozmów z Red Bullem oznacza, że Porsche porzuci plany powrotu do Formuły 1? Zdecydowanie nie, co zresztą zostało podkreślone we wczorajszym oświadczeniu. Powrót Porsche do F1 jest pewny. Po zatwierdzeniu nowych przepisów silnikowych od sezonu 2026 F1 pozostaje atrakcyjnym środowiskiem dla koncernu z Zuffenhausen i dalszych decyzji dotyczących wejścia do F1 należy się spodziewać jeszcze w tym roku. Na ten moment nie wiemy, z którym zespołem Porsche podejmie rozmowy dotyczące współpracy, jednak naturalnym kandydatem wydaje się ekipa Williamsa. Po przejęciu ekipy przez firmę inwestycyjną Dorilton Capital w 2020 roku w kierownictwie zespołu znalazło się kilka osób w przeszłości związanych z działem sportu Volkswagena, z Jostem Capito (byłym szefem programu VW w WRC) na czele. Innym kandydatem może być też zespół McLaren, który łączą z Porsche historyczne więzi w postaci bardzo udanej współpracy w latach 80. Wówczas Porsche również występowało w roli dostawcy silników.

3D model by Chris Paul Design/Unkredible Studios

Niezwykłe 911 autorstwa inżynierów McLarena

Niezwykłe 911 autorstwa inżynierów McLarena

Wiecie co jest jednym z głównym powodów dla których jestem zafascynowany Porsche? Bo ciągle mnie zaskakuje. I to nie tylko w kwestii nowinek technologicznych w najnowszych modelach.

Zgłębianie historii Porsche w sporcie motorowym jest jak czytanie wciągającej sagi o superbohaterach, pełnej zwrotów akcji. Z kolei znajomość poszczególnych modeli i wersji specjalnych aut seryjnych nie wydaje się wiedzą tajemną, w końcu Porsche nie jest marką o najdłuższej historii, czy nieskończonej gamie modelowej. A jednak, raz na jakiś czas trafiam na informacje o zaskakujących modelach, przez co czuję się jak pewny siebie uczeń skarcony przez nauczyciela za zbytnią zuchwałość. Tak było i tym razem, no ale kto z Was wpadłby na pomysł wsadzenia do 911 silnika rodem z Formuły 1. I to nie byle jakiego silnika, bo mówimy o jednostce o oznaczeniu TTE P01, której konstruktorem była właśnie firma Porsche. Zaprojektowane pod okiem legendarnego Hansa Mezgera silniki były wykorzystywane przez zespół McLarena w latach 1984-1987, czyli w szczytowym okresie ?turbo-ery? F1. Z uwagi na układy sponsorskie, silniki używano pod nazwą TAG.

To właśnie w siedzibie McLarena w Woking znajduje się niecodzienny projekt z czasów zespołu McLaren TAG-Porsche. Na pierwszy rzut oka jest to zwykłe 911 Turbo (930) z felgami RUF, jednak pod tylną maską znajduje się 1,5 litrowy, turbodoładowany potwór w układzie V6 (puryści będą niezadowoleni ? V6 w 911 ?!). Tak naprawdę po otwarciu maski nie widać nic poza dwoma potężnymi intercoolerami. Dokładna specyfikacja silnika znajdującego się w tym konkretnym egzemplarzu nie jest znana, jednak warto przypomnieć, iż po w 1987 roku, po wprowadzeniu limitu doładowania do 4 Barów, te silniki w bolidach McLarena osiągały około 650 KM, a specyfikacji kwalifikacyjnej nawet 850 KM (przed zmianą przepisów moc przekraczała 1000 KM). To pozwala przypuszczać, że mamy do czynienia z jedną z najmocniejszych 911 w historii. Osiągi modelu również nie są znane, gdyż McLaren pokusił się jedynie o prezentację statyczną. Swoją drogą, okiełznanie takiego potwora byłoby nie lada wyzwaniem, nawet dla etatowych kierowców zespołu z Woking?
A do historii współpracy McLarena i Porsche jeszcze kiedyś wrócimy na łamach Porscheblog, bo to kolejny wspaniały rozdział motorsportowej sagi, któremu warto poświęcić więcej miejsca.

Autor: ML | Zdjęcia: performancedrive.com.au, enginelabs.com